


Leniwy kwiecień, taaa...
ale tylko na budowie...
jedno dziecko do szkoły, z drugim, niemowlakiem a to szczepienie, a to przegląd, a to do Wro do lekarza, bo w okolicy specjalistów brak, w pracy naturalnie mordor i zniechęcenie bo przesilenie wiosenne w głowach, w domu gonitwa żeby wszystko było w czas, Wam też tak szybko dni uciekają?
Ale ale...
W międzyczasie udało się: postawić szopkę na klamoty zbitą z resztek palet (w przyszłości z niej będzie stajenka dla alpaczek), posadzić 200 ligustrów na żywopłocik, po setce z każdej strony działki, przytarabanić baniaczek na wodę i wypełnić w 3/4 wodą ze studni, wreszcie zacząć prawdziwy wykop pod fundamenty od strony tarasu, bo tam ma być najgłębiej. Oprócz gliny w przekroju mamy jeszcze pokład kamienia ozdobnego, nie tylko polnego :-) i trochę węgla więc każdy metr jest można powiedziec niespodzianką.
Plan na jutro to kolejna ważna budowla z pojedynczymi drzwiami i daszkiem, bo dołek już gotowy ;-) i dalsze kopanie pod kreskę.
Informacja dla sceptyków:
nigdzie się nam nie spieszy, pewnie że można to zrobić sto razy szybciej i bez odcisków na rękach, właściwie to jakby nie patrzeć wszystko w życiu można szybciej, łatwiej i lepiej, ale:
1. nasz zakładany plan na ten sezon to stan zero,
2. wykopanie fundamentów w glinie łatwe nie jest i można wziąć koparkę, chociaż koparkowy robi miny i twierdzi że trochę za grząsko na trasie i mógłby potrzebować pomocy jak sam się zakopie :-)
3. praca fizyczna wspaniale wpływa na moje samopoczucie i zdrowie psychiczne, można się swobodnie wyżyć na szpadelku zamiast na współpracowniku, wystarczy przydzwonić kilka razy oskardem w glinę i już cała zła energia z człowieka znika w rozbitej kupce ziemi ;-)
Więc nawet jak się nie uda wyjśc z ziemi do połowy roku, to przecież nic się nie stanie, bo to nie wyścig ani nie operacja na otwartym sercu.
Nie przyjedzie komisja z kontrolą, ani żadna przemiła pani z banku niecierpliwie tupiąca nóżką widząc brak postępów... Luuuuzik :-)
Komentarze